sobota, 19 grudnia 2020

Kirke – Madeline Miller || recenzja

 

O tej książce krążą różne opinie – zarówno pozytywne, jak i negatywne. Ja natomiast od razu przyznam, że zakochałam się w tej powieści. Co warto zaznaczyć już na początku – jest to powieść dla dorosłych. Ja sięgając po nią byłam przekonana, że to książka dla młodzieży, dlatego przy pierwszej brutalnej scenie, nieco się zdziwiłam. Nie oznacza to jednak, że nie można się za nią zabrać nie będąc osobą pełnoletnią. Osobiście uważam, iż warto z lekturą poczekać, jeśli ktoś boi się, że pewnych wątków nie udźwignie.

Kirke jest czarownicą, którą znamy głównie z historii Odyseusza. Wiem jednak, że niektórzy w ogóle nie dowiadują się o jej istnieniu. Dlatego uważam, iż powstanie książki o tej postaci jest niezwykle dobrym posunięciem. W „Tułaczce Odyseusza” Kirke jest jedną z wielu pobocznych postaci, toteż niewiele mamy szansę się o niej dowiedzieć. W Polsce jej życiorys jest praktycznie nieznany. Teraz jednak dostajemy świetną historię o silnej kobiecie, która nie bała się sprzeciwić bogom, choć wiedziała o możliwych konsekwencjach.

Kirke, córka Heliosa – boga słońca. Jej dom nigdy nie powinien znajdować się wśród ludzi. Dzieje się natomiast inaczej. Dziewczyna od zawsze była zaintrygowana śmiertelnikami, dlatego jest zdolna do popełnienia przestępstwa, do którego popycha ją zachowanie jednego z nich. Kirke zostaje zesłana na wieczne wygnanie, na wyspę Ajaję. Tam przez setki lat żyje w samotności otaczana jedynie nimfami, które także trafiają na tę wyspę z powodu przewinień.

czwartek, 17 grudnia 2020

Trylogia DIMILY – Estelle Maskame || recenzja

 

Estelle Maskame swoje fanki zdobyła za pomocą portalu Wattpad, gdzie udostępniała rozdziały swoich powieści o Eden i Tylerze – przybranym rodzeństwie, które zostaje zmuszone do wspólnego spędzenia lata. Długo zastanawiałam się nad sięgnięciem po tę trylogię [nie czytałam 4. tomu, nie uważam go za potrzebny; historia zamknęła się dla mnie na 3. tomie], jednak w końcu uznałam, że ta powieść wywierci mi dziurę w brzuchu, jeśli jej nie przeczytam.

Ubiegłego lata, początkiem sierpnia 2019, sięgnęłam po pierwszą część noszącą tytuł „Czy wspomniałam, że Cię kocham?”. Bardzo podobał mi się fakt, że autorka powoli buduje relację pomiędzy bohaterami. Na pierwszy pocałunek trzeba czekać około połowę książki, więc nie jest to szybko rozwijający się romans. Dzięki takiej kreacji wątku romantycznego powieść zdecydowanie zyskała na autentyczności. Irytował mnie jednak fakt, że przez resztę książki wmawiane nam jest, iż miłość tych dwoje jest uczuciem zakazanym. Nie zgodzę się z tym – Tyler i Eden poznają się będąc już niemal dorosłymi ludźmi (mają kolejno 17 i 16 lat), małżeństwo ich rodziców nie sprawi, że nagle zostaną prawdziwym rodzeństwem. Wydaje mi się, że istotne jest tutaj zaznaczenie mojego spojrzenia na ten wątek, ponieważ miał on wpływ na ocenę. Także dla jasności: romans Eden i Tylera nigdy nie był dla mnie zakazany! Dodatkowo odepchnął mnie epilog tej części. Choć do tej pory bardzo lubiłam Eden, na ostatniej stronie po prostu ją znienawidziłam. Byłam zła na autorkę do tego stopnia, że nie potrafiłam się zmusić do przeczytania kontynuacji, choć pierwszą część pochłonęłam w jedną noc.

wtorek, 15 grudnia 2020

Dziwne losy Jane Eyre – Charlotte Bronte || recenzja

 

„Wzięłam miękki czarny ołówek, zatemperowałam go na grubo i zaczęłam pracować. Niebawem nakreśliłam na papierze szerokie i wypukłe czoło oraz kwadratowy zarys podbródka. Z przyjemnością oglądałam kontury tej twarzy i szybko zaczęłam uzupełniać jej rysy. Pod takim czołem trzeba dać silnie zaznaczone, prosto biegnące brwi; a potem, naturalnie, wyraźnie określony nos o prostym mostku i pełnych nozdrzach; dalej ruchliwe usta, bynajmniej nie małe; następnie silną brodę, z wyraźnym dołkiem w środku; oczywiście należało tu jeszcze dodać czarne bokobrody i włosy bujnie nastrzępione nad skroniami, falujące nad czołem.”

~ C. Bronte, „Dziwne losy Jane Eyre” (1847),
przekład: Teresa Świderska

 

Gdy sięgałam po tę powieść nie wiedziałam czego się spodziewać. Z książkami sióstr Bronte miałam już wcześniej styczność, jednak nie wiedziałam czy historia Jane Eyre również przypadnie mi do gustu. W „Wichrowych Wzgórzach” zakochałam się do tego stopnia, że zabrałam ją ze sobą nawet do szpitala. Jakże jednak ubogim w doświadczenia człowiekiem wtedy byłam!

„Dziwne losy Jane Eyre” są powieścią zupełnie inną. Zarówno pod względem narracyjnym (tu mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową) oraz fabularnym. Stylistycznie jest dosyć podobnie, wręcz typowo dla epoki. I moim zdaniem to zdecydowany plus. Uwielbiam gotyckie powieści właśnie za ich niesamowity nastrój oraz język. Początkowo obawiałam się jednak, że książka mnie znudzi. Jest prawie dwukrotnie grubsza od „Wichrowych Wzgórz”. Nic takiego nie miało jednak miejsca.

sobota, 12 grudnia 2020

„Kamerdyner” – Marek Klat, Paweł Paliński, Mirosław Piepka, Michał Pruski || recenzja

     Przeszło dwa lata temu poszłam do kina nieco z przymusu. Sieć kin zorganizowała konkurs, w wyniku którego dostałam voucher jednoosobowy oraz gratisowy popcorn. Nie chciałam, żeby nagroda przepadła, więc pewnej wrześniowej soboty udałam się do kina. Wcześniej widziałam zwiastun „Kamerdynera” i wydał mi się ciekawą propozycją, dlatego właśnie mój wybór padł na ten seans. Nie do końca wiedziałam czego się spodziewać, ale zdecydowanie nie przypuszczałam, że oddam temu filmowi całe serce.

Film jest pięknym i poruszającym dziełem o miłości, wojnie i zbrodni. Nie dajcie się jednak zwieść sloganom promocyjnym – nie o miłość romantyczną tu chodzi. Romans w tym dziele był mi najbardziej obojętny. Dla mnie jest to utwór opowiadający historię synowskiej miłości, do kobiety, która zadbała o niego jak matka. Mateusz Kroll jest osieroconym Kaszubem, świetnym pianistą a wiele lat później staje się także świadkiem dokonanej na ludności kaszubskiej w okresie drugiej wojny światowej.

Nie powiedziałabym, że jest to historia Mateusza. To raczej historyczny obraz ziemi kaszubskiej na przełomie pierwszych czterdziestu pięciu lat dziewiętnastego wieku. Przedstawiona zostaje zarówno pierwsza jak i druga wojna światowa oraz związane z nimi przemiany na Pomorzu.

czwartek, 10 grudnia 2020

Michał Olszewski – „#upał” || recenzja


Powieść przeczytałam w styczniu, ponieważ była to lektura na studia. Ostatecznie nigdy o niej na zajęciach nie wspomnieliśmy, ale książkę przeczytałam. Jej autorem jest dziennikarz Gazety Wyborczej. Podaję tę informacje, ponieważ jest ona istotna w kontekście omawiania tego utworu. Książka jest krótka, ma zaledwie 318 stron, jednak nie oznacza to, iż jest powieścią lekką. I należy o tym pamiętać, bo nie każdy będzie się czuł komfortowo czytając „#upał”.

Początkowo powieść czytało mi się ciężko, nie podobało mi się, jednak im dalej, tym lepiej. Fabuła się rozwija, wydarzenia nabierają tempa, aż sami zaczynamy wpadać w rytm życia głównego bohatera. Bohatera, który przez cały czas musi trzymać rękę na pulsie, żeby nie przegapić żadnej ważnej informacji. Fej jest dziennikarzem miejskiego portalu i choć nie od razu wiemy, że ma wszystko, to szybko można to zauważyć. Ale pragnie jeszcze więcej, dlatego nie zwalnia tempa. Jest zupełnie pochłonięty przez natłok informacji, stara się poradzić sobie ze wszystkim na raz, jednak w pewnym momencie dosyć brutalnie musi zderzyć się z rzeczywistością.

środa, 25 listopada 2020

Trylogia „Stulecie Winnych” – Ałbena Grabowska || recenzja

Nie będę ukrywać, że po tę sagę sięgnęłam po zapoznaniu z pierwszym sezonem serialu. Moją uwagę przykuła głównie mistyczna część tego dzieła, a konkretnie wizje Anny Winnej, głównej bohaterki trylogii. Wcześniej nie miałam styczności z twórczością pani Grabowskiej, nie miałam o niej nawet pojęcia. A szkoda!

Ałbena Grabowska ma niesamowicie przyjemny styl. Powieści są napisane zgrabnie, zdania zazwyczaj krótkie, co zdecydowanie przyspiesza tempo czytania. Język niewyszukany, jednak w pewnych scenach wręcz mistyczny, magiczny. Z pierwszej części, „Ci, którzy przeżyli”  najlepszym przykładem jest scena nad jeziorem. Samo jeziorko jest zresztą owiane pewną tajemnicą i poniekąd stanowi element fantastyczny.

Jak już pewnie wyczuliście, pierwsza część bardzo mi się podobała. Miała świetnie poprowadzoną fabułę i nie było w niej takich zawirowań czasowych, których niestety nie zabrakło w kolejnych powieściach. Choć przez pierwszych kilka rozdziałów czytamy głównie o ojcu dziewczynek, Stanisławie, to jednak akcent jest dosyć mocno postawiony na postać Anny. Książka została tak napisana, byśmy właśnie jej kibicowali. W pierwszej części to właśnie Ania była moją ulubioną bohaterką. Warto też zaznaczyć, że książkową Annę lubi się znacznie bardziej niż serialową.

wtorek, 24 listopada 2020

Stacey Halls – Czarownica ze wzgórza || recenzja

Niezwykła powieść, idealna na nasze czasy.

Stacey Halls w „Czarownicy ze wzgórza” ukazała piękny obraz siły kobiet i prawdziwej przyjaźni, która nie zna granic.

 

Przyznam, że powieść wpadła mi w ręce zupełnie przypadkiem. Natknęłam się na nią w styczniu, w Biedronce. Kosztowała jakieś drobiazgi, bodajże 10 złotych. Moją uwagę przykuła przepiękna, kwiatowa okładka. Sięgnęłam po książkę i przeczytałam opis, po którym wiedziałam, że już tej powieści nie odłożę. Musiałam ją mieć, musiałam ją przeczytać. Byłam w szoku, że wcześniej nic o niej nie słyszałam, bo wydana została przez Świat książki a patronatem medialnym objął ją portal Lubimyczytać.pl.

W domu przekartkowałam książkę i znalazłam mnóstwo pięknych grafik/ rycin, przede wszystkim zachwycił mnie ex libris autorki oraz mapka – bo map jestem ogromną wielbicielką. Przez całą powieść dostajemy szczegóły, tłumaczące dlaczego dany detal znajduje się na grafikach, którymi opatrzona została powieść. Dodatkowo, każdy rozdział udekorowany został czteroma gałązkami wrzosów, co jest dla mnie wyjątkowo uroczym i trafnym ozdobnikiem. Wrzosy zdecydowanie kojarzą mi się z Anglią oraz czarownicami, więc postawienie właśnie na tę roślinę jest strzałem w dziesiątkę!

Przechodząc jednak do treści, chciałabym zaznaczyć, że książka została napisana pięknym językiem, który swym kunsztem przypomina klasyki literatury angielskiej. Bardzo cenię sobie powieści, np. sióstr Bronte i muszę przyznać, że styl Halls jest niesamowicie zbliżony do dzieł romantyzmu angielskiego.