Początkowo powieść czytało mi się
ciężko, nie podobało mi się, jednak im dalej, tym lepiej. Fabuła się rozwija,
wydarzenia nabierają tempa, aż sami zaczynamy wpadać w rytm życia głównego
bohatera. Bohatera, który przez cały czas musi trzymać rękę na pulsie, żeby nie
przegapić żadnej ważnej informacji. Fej jest dziennikarzem miejskiego portalu i
choć nie od razu wiemy, że ma wszystko, to szybko można to zauważyć. Ale
pragnie jeszcze więcej, dlatego nie zwalnia tempa. Jest zupełnie pochłonięty
przez natłok informacji, stara się poradzić sobie ze wszystkim na raz, jednak w
pewnym momencie dosyć brutalnie musi zderzyć się z rzeczywistością.
czwartek, 10 grudnia 2020
Michał Olszewski – „#upał” || recenzja
czwartek, 12 listopada 2020
Taran Matharu – Bitwa (seria Summoner/Zaklinacz 3) || recenzja
Twórczość Tarana Matharu nie jest mi obca, a moja przygoda z jego książkami rozpoczęła się właśnie od serii o Zaklinaczu i Akademii Vocanów.
Od
razu spodobał mi się styl autora – lekki i przystępny. Czyli idealny do
gatunku, ponieważ mamy tu do czynienia z fantasy młodzieżowym. Ale bez obaw –
starsi czytelnicy także świetnie odnajdą się w tym świecie. Przyznam szczerze,
że czytając miałam wrażenie jakby autor połączył Pokemony z realiami Władcy
Pierścieni, jednak to już dotyczy całej serii, a o tym mam zamiar powiedzieć
jeszcze innym razem.
Zatem przejdźmy może do recenzji tomu wieńczącego przygody Fletchera. Przede wszystkim – bladego pojęcia nie mam dlaczego tyle zwlekałam z tą częścią. Książka premierę miała ponad trzy lata temu, a dokładnie 25 października 2017 roku. Plus jest taki, że przynajmniej zdążyłam się za nią zabrać przed trzecią rocznicą.
piątek, 30 października 2020
Te wiedźmy nie płoną – Isabel Sterling | recenzja
Jak wiecie – lub nie – we wrześniu
wpadłam na pomysł dwóch jesiennych maratonów. W naszym kraju temat obchodzenia
Halloween jest nadal kwestią sporną ze względu na następującą po nim Uroczystość
Wszystkich Świętych. Ja, choć sama jestem osobą wierzącą, nie uważam aby było
coś złego w wystawieniu przed dom dyni lub zjedzeniu cukierków w kształcie
duchów – a właśnie do tego sprowadza się obchodzenie Halloween w Polsce.
Postanowiłam zatem zorganizować maratony: Magiczny Październik (kończący się
31.10) i Wspominkowy Listopad (rozpoczynający się 1.11). W trakcie pierwszego z
nich czytałam książki o czarownicach, zaklinaczach czy nawet wiedźminach.
Pierwsza pozycja, po jaką sięgnęłam w tym miesiącu to „Te wiedźmy nie płoną”.
Debiut Isabel Sterling należy do
gatunku, z którym wielokrotnie mamy styczność w filmach czy serialach, jednak
pisarze zdają się go unikać. Jest to powieść „modern fantasy”, czyli takiej
współczesnej/nowoczesnej fantastyki. Nasi bohaterowie jeżdżą samochodami,
używają telefonów komórkowych, oglądają telewizję ale równocześnie posługują
się pierwotną magią.


