Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Books. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Books. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 listopada 2020

Taran Matharu – Bitwa (seria Summoner/Zaklinacz 3) || recenzja

 Twórczość Tarana Matharu nie jest mi obca, a moja przygoda z jego książkami rozpoczęła się właśnie od serii o Zaklinaczu i Akademii Vocanów.

Od razu spodobał mi się styl autora – lekki i przystępny. Czyli idealny do gatunku, ponieważ mamy tu do czynienia z fantasy młodzieżowym. Ale bez obaw – starsi czytelnicy także świetnie odnajdą się w tym świecie. Przyznam szczerze, że czytając miałam wrażenie jakby autor połączył Pokemony z realiami Władcy Pierścieni, jednak to już dotyczy całej serii, a o tym mam zamiar powiedzieć jeszcze innym razem.

Zatem przejdźmy może do recenzji tomu wieńczącego przygody Fletchera. Przede wszystkim –­ bladego pojęcia nie mam dlaczego tyle zwlekałam z tą częścią. Książka premierę miała ponad trzy lata temu, a dokładnie 25 października 2017 roku. Plus jest taki, że przynajmniej zdążyłam się za nią zabrać przed trzecią rocznicą.

czwartek, 15 października 2020

Przylądek wichrów – Agnieszka Krawczyk

 Witajcie!

W końcu przychodzę z recenzją, którą miałam napisać już bardzo dawno temu. Dwutomowa seria Agnieszki Krawczyk była pozycją, którą czytałam w ramach mojego Wakacyjnego Maratonu Czytelniczego „Lato Miłości”. Sięgnęłam po nią, ponieważ zobaczyłam „Lato wśród wydm” u mojej koleżanki, a niedługo później ona i „Róża wiatrów” wpadły w moje ręce, gdy znalazłam je na promocyjnym straganiku.

Z opisu oczekiwałam czegoś podobnego do historii pisanych przez Nicholasa Sparksa. Wakacyjny klimat, ciekawa fabuła i wątek romantyczny w tle. Zapowiadało się wspaniale, w końcu takie właśnie historie lubię czytać. I początkowo, rzeczywiście było całkiem nieźle. Akcja pierwszej części rozpoczyna się dialogiem, co od razu daje czytelnikowi „kopa”, zostajemy dynamicznie wrzuceni w akcję. Od razu jednak rzuca się w oczy problem z ekspozycją. Natłok informacji zalewa nas niczym sztorm. Przekręcamy kartkę, a tam wylewa się na nas cała fala wiadomości, które mogłyby ładnie wybrzmieć w dialogach.

wtorek, 29 września 2020

Wakacyjny Maraton Czytelniczy „Lato Miłości” – podsumowanie

 

Nastał czas pożegnania z wakacjami, więc i Wakacyjny Maraton musiał dobiec końca. Zapraszam zatem na jego podsumowanie!

Na wstępie kilka informacji o samej organizacji. Przyznam szczerze, że pomysł na Maraton zrodził się w mojej głowie dosyć impulsywnie, ale od razu wiedziałam, że chcę to zrobić. Jeszcze tego samego dnia zrobiłam grafiki i ustaliła sobie TBR. Niestety podeszłam do pomysłu zbyt entuzjastycznie i dosyć szybko zderzyłam się z przeszkodami. A najważniejszą z nich była dwudziestoczterogodzinna doba, która za nic nie chciała się wydłużyć. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem w stanie wykonać rzuconego sobie wyzwania.

sobota, 3 września 2016

Podsumowanie wakacji 2016

Witajcie!
Dzisiaj mam dla Was podsumowanie wakacji bieżącego roku. Nie jest to w prawdzie recenzja, jakiej byście chcieli, bo powiem tylko ogólnikowo na temat każdej z książek, jakie przeczytałam. Jak wiecie, miałam w planach przeczytać dwadzieścia jeden książek, ale cóż, nie wyszło. Moje opóźnienie wiąże się z tym, że pisałam rozdziały do mojego opowiadania „Nigdy Nie Odpuszczaj”, a to jest ważne, bo nie mogę zawodzić czytelników.
Ale wracając… Pierwszym, o czym chcę napomknąć są książki autorstwa Johna Greena, ale nie będę się o nich zbyt rozpisywać, za to odsyłam do posta, który pojawi się już wkrótce i będzie poświęcony tylko i wyłącznie jego twórczości. Książki Johna Greena, które przeczytałam w te wakacje noszą następujące tytuły:
·        Szukając Alaski;
·        19 razy Katherine;
·        Papierowe miasta.
Przyznam szczerze, że czytając Paper Town miałam ciągłe wrażenie, że ta powieść jest niezwykle podobna do Looking for Alaska. Mamy chłopaka (Quentin/Miles), który jest niezwykle zachwycony swoją koleżanką (Margo/Alaska) i święcie przekonany, że po jej zniknięciu, to właśnie on powinien jej szukać. W jednym z przypadków jest wręcz niemożliwe, by ją odnaleźć, zaś w drugim ona nawet nie chce być odnaleziona, a tylko postępuje według wcześniejszych schematów, czyli zostawia ślady. Z tym, że nikt jej po tych śladach nawet nie szukał, aż w końcu zrobił to on.
Następną pozycją jest cykl Girl Online, którego kontynuacji możemy spodziewać się w okolicach listopada, jeśli tłumaczenie pójdzie sprawnie. Ja mam za sobą lekturę obydwu części, czyli:
·        Girl Onile;
·        Girl Online: On Tour.
Przyznam szczerze, że książki podobały mi się, choć z opisu można się było spodziewać czegoś bardziej… schematycznego i oklepanego. Zoe Sugg, autorka powieści, przedstawia nam Penny – zwykłą, brytyjską dziewczynę, która (jak ja) potrafi się potknąć o własne nogi i zaświecić przed całą szkołą swoimi różowymi majtkami w jednorożce (ja tak na szczęście nigdy nie miałam). Panna Porter ma przyjaciela oraz zwaśnioną koleżankę, która, jak się okazuje, wszystkiego jej zazdrości przez co jest wredna i uszczypliwa względem rudej Penny. Przyznam, że odnalazłam w niej siebie i bardzo łatwo się z nią związałam. Główna bohaterka jest taka, jak my wszystkie, tak naprawdę. Nie jest najpiękniejsza, ma swoje nastoletnie problemy i… tak jak ja w tamtych czasach – prowadzi bloga w formie pamiętnika! Co więcej, lektura jest łatwa, miła i przyjemna ze względu na łatwy i lekki język, którm posługuje się autorka książek. Jestem przekonana, że w tej książce i głównej bohaterce, każdy znajdzie cząstkę siebie. Gorąco polecam!
Następną książką jest Fangirl spod pióra Rainbow Rowell. Nie umiem jej nawet ocenić, bo była cudowna! Rainbow ma w sobie coś takiego, że jej książki krzyczą „Czytaj mnie”, gdy się na nie patrzy, a co dopiero, gdy się je czyta. Prawda jest taka, że nie potrafiłam się oderwać. Czytałam i czytałam, a gdy przeszłam już połowę zwyczajnie nie potrafiłam się oderwać. Nie wiem czym jest spowodowane moje zachowanie, chyba tym, że pani Rowell dała mi MOJĄ bliźniaczkę i rzeczywiście poczułam się z nią bardzo z żyta. Rozumiałam każde jej zachowanie: wściekłość na matkę, która je zostawiła, emocjonowanie się powieściami oraz pisanie fanficów. Cath stała się moją przyjaciółką, po prostu – a gdy czytałam fragmenty jej ff miałam ochotę ją wyściskać, jakby była po prostu osobą po drugiej stronie monitor (ach, te idiomy). Książkę polecam bardzo gorąco, gdyż jest warta przeczytania, porusza ważne tematy i mówi o odrzuceniu i zerwanych więziach, a także nowych przyjaźniach i uczuciach.
Kolejna pozycja na mojej liście przeczytanych, to Saga Ognia i Wody. Miejscami w prawdzie nie do końca przemyślany świat, ale historia dobra, nawet gdyby działa się na lądzie. Na razie wyszły trzy części Sagi, czyli:
·        Wielki błękit;
·        Gniewna fala;
·        Mroczny przypływ.
Może zacznę od części wizualnej. Sposób wydania książek jest fantastyczny, przy każdym nowym rozdziale czeka nas fala wędrująca po górnej części kartki, a okładki są tak piękne, że jest się w stanie uwierzyć, że te syreny naprawdę gdzieś istnieją i mieszkają, może niedaleko nas. Przyznaję, że w pierwszej części nie polubiłam Serafiny, a przez pierwsze dziesięć rozdziałów umierałam z nudów, ale w końcu zaczęło się coś dziać i Sera zdobyła moją sympatię. Początkowo też znielubiłam Mahdiego, ale jak się później okazało – to wszystko było specjalnie. Osobiście, bardzo im kibicowała, a także kibicuję cały czas dwom nowym parom, które pojawiły się w trzeciej części, ale nie chcę zdradzać zbyt wiele, więc nic nie powiem. Dodam tylko, że mimo niewielkich błędów, których nie przemyślała autorka książek, całą serię czyta się miło i szybko.
Kolejną książką jest powieść Z innej bajki, którą już recenzowałam, więc nie będę się dalej rozpisywać, a tylko odsyłam do tamtej recenzji.
Następny akapit chcę poświęcić serii Summoner czyli Zaklinacz. Taran Matharu, jak na razie wydał tylko dwie części, ale wiemy o przygotowaniach do następnej. Osobiście nie mogę się doczekać następnej części, gdyż obie powieści są wspaniałe, a mowa tutaj o:
·        Summoner. Początek;
·        Summoner. Wyprawa.
Fletcher’a polubiłam od pierwszych stron, a Ignatius, który pojawił się niewiele później został demonem mojego serca. Jest przeuroczy, jak szczeniaczek, a to, że śpi opleciony wokół szyi głównego bohatera czyni go jeszcze bardziej uroczym. Jest taki do kochania. Co do postaci, to mam pewien problem, gdyż za każdym razem, gdy jest wzmianka o Arcturusie, mam przed oczami Manu Bett’a i nie mogę tego zmienić. Istnieje także dość zabawna anegdotka na temat jego imienia, bo gdy przeczytała je po raz pierwszy z moich ust wypłynęło imię „Arctos”, a nie „Arcturus”, ale to było tylko takie zabawne wplątanie bałwana z Tabalugi do całej tej magicznej historii i już nigdy więcej nie popełniłam takiego błędu. Jeśli jednak chodzi o treść pierwszej i drugiej części, to natknęłam się na dezorientującą zmianę. Cała pierwsza część toczyła się dość szybko i przeczytałam ją w ciągu jednego dnia, ale z drugą już nie było tak łatwo. Między zakończeniem Początku, a początkiem Wyprawy mijają dwa lata, więc trochę się na świecie pozmieniało, a nasz Fletcher o niczym nie miał pojęcia lecz wkrótce musi zmierzyć się z okrutną prawdą. Mimo wszystko polecam, a ja czekam na trzecią część przygód Zaklinacza, bo skończyło się tak, że miałam ochotę autorowi głowę urwać…
Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że podoba Wam się takie podsumowanie wakacji. Ja osobiście jestem z siebie niezadowolona, bo miałam w planach znacznie więcej lektur, a takim sposobem musze nadrabiać już w roku szkolnym. Mam nadzieję, że wyrobię się przed następnymi wakacjami, ale nie wiem jak to będzie, bo w klasie humanistycznej będę mieć za pewne więcej lektur niż wcześniej. Tymczasem, lecę czytać następną książkę, czyli Po drugiej stronie kartki. Jestem bardzo ciekawa dalszych losów Olivera i Delilah.

Paa! 

środa, 13 lipca 2016

Zaległości

Witajcie!
Dzisiaj post o moich zaległościach.
Pamiętacie Nocny Maraton z książką pt. ,,19 razy Katherine"? Otóż, nic z tego nie wyszło. Liczę na to, że książkę uda mi się skończyć dzisiaj, ale nic nie obiecuję. Nie da się ukryć, że John Green pisze ciężko i, chcę czy nie, idzie mi z nim dość mozolnie. Mam nadzieję, że dość szybko uporam się z 19 razy Katherine, bo dalej na mojej liście znajdują się Papierowe Miasta. Może to i głupie, ale chciałabym mieć to już za sobą, bo do końca wakacji zostało jedynie sześć tygodni, a moja lista na te wakacje zamiast się skracać, to się wydłuża. 
Ostatnio uzupełniłam ją takimi tytułami, jak ,,Zanim się pojawiłeś", ,,Daj mi odpowiedź", czy kolejna, druga już, część serii Summoner pt. ,,Wyprawa".

Spójrzcie zresztą sami, jak prezentuje się moja lista:

Tak, dobrze widzicie, tam jest czternaście pozycji... Już i tak usunęłam sześć, które zdążyłam przerobić w tym krótkim czasie. Ale za Chiny nie mogę się uporać z tymi Kaśkami i Colinem oraz Hassanem, który ma piersi, ale znalazł sobie loszkę z prerii... Nie, dobra - to zdecydowanie źle brzmi.
Chyba na dziś skończę, bo to się może źle skończyć.

W sumie, to jak już dodałam moją ręcznie robioną listę, to się zapytam:
   Jak Wam się podoba moje pismo?

No, i to tyle :)
Pozdrawiam xxx

poniedziałek, 11 lipca 2016

Nocne Maratony Czytelnicze - Maraton #1

Hejka!
Witam wszystkich w nowym poście. Jak widać po tytule, nie jest to recenzja. To nawet ani trochę nie ma przypominać recenzji! Jest to jeden z nie wielu takich Maratonów, ale postanowiłam o nim napisać. Być może na potrzeby bloga zorganizuje sobie więcej takich wydarzeń.
Na początku tego posta opowiem Wam trochę o samych Maratonach. Czym są i skąd wziął się na nie pomysł.

Moje Nocne Maratony Czytelnicze polegają na czytaniu jakieś książki w nocy lub, jeśli tego wymaga sytuacja, do wczesnych godzin porannych. Osobiście nie polecam organizacji ich w czasie roku szkolnego, lub sesji. Najlepszym czasem na Nocne Maratony są właśnie wakacje.

Dzisiaj za cel obrałam sobie książę pt. ,,19 razy Katherine " autorstwa John'a Green'a. Nie jest to jednak pierwsza noc, której nie będę spała na rzecz książki. Zrobiłam tak już dwukrotnie. Za pierwszym razem chciałam bardzo, ale to na prawdę bardzo dowiedzieć się, jakie będzie zakończenie pierwszego tomu ,,Sagi Ognia i Wody". Druga taka sytuacja miała miejsce podczas czytania ,,Z innej bajki ", które ostatnio zrecenzowałam, ale to była zupełnie inna sytuacja. Powieść Jodi Picoult po prostu pochłonęła mnie w całości i straciłam poczucie czasu tak, że przeczytałam całą książkę na raz.

Tym razem na mojej drodze stanęła powieść, z którą męczę się od dłuższego czasu, ale jak się okazuje ,,19 razy Katherine" także potrafi wciągnąć, a męczyłam się z nią tak długo tylko dlatego, że nie miałam czasu na czytanie lub ciągle przekładałam to na inny termin, zajmując się innymi sprawami.

Co do samego autora, to mam trochę mieszane zdanie na temat jego stylu, ale o tym wypowiem się w następnej recenzji, którą napiszę jak najszybciej. Kto wie, może zjawiska się jutro.

Zastanawiam się także nad zrecenzowaniem książki pt. ,,Fangirl", która wyszła spod pióra Rainbow Rowell. Decyzję pozostawiam Wam, moi drodzy, a na teraz już kończę, by móc kontynuować lekturę.

Pa xxx