Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronte. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 grudnia 2020

Dziwne losy Jane Eyre – Charlotte Bronte || recenzja

 

„Wzięłam miękki czarny ołówek, zatemperowałam go na grubo i zaczęłam pracować. Niebawem nakreśliłam na papierze szerokie i wypukłe czoło oraz kwadratowy zarys podbródka. Z przyjemnością oglądałam kontury tej twarzy i szybko zaczęłam uzupełniać jej rysy. Pod takim czołem trzeba dać silnie zaznaczone, prosto biegnące brwi; a potem, naturalnie, wyraźnie określony nos o prostym mostku i pełnych nozdrzach; dalej ruchliwe usta, bynajmniej nie małe; następnie silną brodę, z wyraźnym dołkiem w środku; oczywiście należało tu jeszcze dodać czarne bokobrody i włosy bujnie nastrzępione nad skroniami, falujące nad czołem.”

~ C. Bronte, „Dziwne losy Jane Eyre” (1847),
przekład: Teresa Świderska

 

Gdy sięgałam po tę powieść nie wiedziałam czego się spodziewać. Z książkami sióstr Bronte miałam już wcześniej styczność, jednak nie wiedziałam czy historia Jane Eyre również przypadnie mi do gustu. W „Wichrowych Wzgórzach” zakochałam się do tego stopnia, że zabrałam ją ze sobą nawet do szpitala. Jakże jednak ubogim w doświadczenia człowiekiem wtedy byłam!

„Dziwne losy Jane Eyre” są powieścią zupełnie inną. Zarówno pod względem narracyjnym (tu mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową) oraz fabularnym. Stylistycznie jest dosyć podobnie, wręcz typowo dla epoki. I moim zdaniem to zdecydowany plus. Uwielbiam gotyckie powieści właśnie za ich niesamowity nastrój oraz język. Początkowo obawiałam się jednak, że książka mnie znudzi. Jest prawie dwukrotnie grubsza od „Wichrowych Wzgórz”. Nic takiego nie miało jednak miejsca.

wtorek, 24 listopada 2020

Stacey Halls – Czarownica ze wzgórza || recenzja

Niezwykła powieść, idealna na nasze czasy.

Stacey Halls w „Czarownicy ze wzgórza” ukazała piękny obraz siły kobiet i prawdziwej przyjaźni, która nie zna granic.

 

Przyznam, że powieść wpadła mi w ręce zupełnie przypadkiem. Natknęłam się na nią w styczniu, w Biedronce. Kosztowała jakieś drobiazgi, bodajże 10 złotych. Moją uwagę przykuła przepiękna, kwiatowa okładka. Sięgnęłam po książkę i przeczytałam opis, po którym wiedziałam, że już tej powieści nie odłożę. Musiałam ją mieć, musiałam ją przeczytać. Byłam w szoku, że wcześniej nic o niej nie słyszałam, bo wydana została przez Świat książki a patronatem medialnym objął ją portal Lubimyczytać.pl.

W domu przekartkowałam książkę i znalazłam mnóstwo pięknych grafik/ rycin, przede wszystkim zachwycił mnie ex libris autorki oraz mapka – bo map jestem ogromną wielbicielką. Przez całą powieść dostajemy szczegóły, tłumaczące dlaczego dany detal znajduje się na grafikach, którymi opatrzona została powieść. Dodatkowo, każdy rozdział udekorowany został czteroma gałązkami wrzosów, co jest dla mnie wyjątkowo uroczym i trafnym ozdobnikiem. Wrzosy zdecydowanie kojarzą mi się z Anglią oraz czarownicami, więc postawienie właśnie na tę roślinę jest strzałem w dziesiątkę!

Przechodząc jednak do treści, chciałabym zaznaczyć, że książka została napisana pięknym językiem, który swym kunsztem przypomina klasyki literatury angielskiej. Bardzo cenię sobie powieści, np. sióstr Bronte i muszę przyznać, że styl Halls jest niesamowicie zbliżony do dzieł romantyzmu angielskiego.