czwartek, 12 listopada 2020

Taran Matharu – Bitwa (seria Summoner/Zaklinacz 3) || recenzja

 Twórczość Tarana Matharu nie jest mi obca, a moja przygoda z jego książkami rozpoczęła się właśnie od serii o Zaklinaczu i Akademii Vocanów.

Od razu spodobał mi się styl autora – lekki i przystępny. Czyli idealny do gatunku, ponieważ mamy tu do czynienia z fantasy młodzieżowym. Ale bez obaw – starsi czytelnicy także świetnie odnajdą się w tym świecie. Przyznam szczerze, że czytając miałam wrażenie jakby autor połączył Pokemony z realiami Władcy Pierścieni, jednak to już dotyczy całej serii, a o tym mam zamiar powiedzieć jeszcze innym razem.

Zatem przejdźmy może do recenzji tomu wieńczącego przygody Fletchera. Przede wszystkim –­ bladego pojęcia nie mam dlaczego tyle zwlekałam z tą częścią. Książka premierę miała ponad trzy lata temu, a dokładnie 25 października 2017 roku. Plus jest taki, że przynajmniej zdążyłam się za nią zabrać przed trzecią rocznicą.

wtorek, 10 listopada 2020

Ostatnie życzenie – Andrzej Sapkowski || recenzja

Wydaje mi się, że od roku osoby nieznającej Wiedźmina ze świecą szukać. Odkąd pojawił się serial na Netflixie, wszędzie słychać „Grosza daj Wiedźminowi” w obu wersjach językowych. Mam wrażenie, że każdy miał z tą postacią styczność – czy to w grach, czy serialach [tak, o polskim serialu nie zapominam], a może w filmie lub książkach. Dziś skupię się na dziele należącym do tej ostatniej grupy.

W tym roku, z okazji Maratonów „Magiczny Październik” oraz „DAMATON”, ponownie sięgnęłam po pierwszy zbiór opowiadań z uniwersum wiedźmińskiego. Był to powrót po około ośmiu latach. Muszę szczerze przyznać, że już wtedy książka przypadła mi do gustu. Spodobała mi się do tego stopnia, że od razu sięgnęłam po drugi zbiór. Niestety, na tym zapał dwunastoletniej dziewczynki się skończył. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że Wiedźmina nie było w podstawówkowej bibliotece.

piątek, 30 października 2020

Te wiedźmy nie płoną – Isabel Sterling | recenzja

Jak wiecie – lub nie – we wrześniu wpadłam na pomysł dwóch jesiennych maratonów. W naszym kraju temat obchodzenia Halloween jest nadal kwestią sporną ze względu na następującą po nim Uroczystość Wszystkich Świętych. Ja, choć sama jestem osobą wierzącą, nie uważam aby było coś złego w wystawieniu przed dom dyni lub zjedzeniu cukierków w kształcie duchów – a właśnie do tego sprowadza się obchodzenie Halloween w Polsce. Postanowiłam zatem zorganizować maratony: Magiczny Październik (kończący się 31.10) i Wspominkowy Listopad (rozpoczynający się 1.11). W trakcie pierwszego z nich czytałam książki o czarownicach, zaklinaczach czy nawet wiedźminach. Pierwsza pozycja, po jaką sięgnęłam w tym miesiącu to „Te wiedźmy nie płoną”.

Debiut Isabel Sterling należy do gatunku, z którym wielokrotnie mamy styczność w filmach czy serialach, jednak pisarze zdają się go unikać. Jest to powieść „modern fantasy”, czyli takiej współczesnej/nowoczesnej fantastyki. Nasi bohaterowie jeżdżą samochodami, używają telefonów komórkowych, oglądają telewizję ale równocześnie posługują się pierwotną magią.

czwartek, 22 października 2020

Emily in Paris/Emily w Paryżu – recenzja

      Drugiego października 2020 roku na serwisie Netflix pojawił się serial „Emily w Paryżu”. Produkcja była głośno zapowiadana jako dzieło twórcy „Seksu w wielkim mieście”, Darren’a Star’a. W roli tytułowej została obsadzona brytyjska aktorka, Lilly Collins – znana z głównych ról w produkcjach takich jak „Mirror Mirror”(pol. „Królewna Śnieżka”), „Dary Anioła: Miasto Kości” czy „Love, Rosie”. I wierzcie lub nie, ale to jedyna osoba z głównej obsady, którą miałam okazję wcześniej widzieć w innych produkcjach. Z ról gościnnych zresztą też znam tylko Kate Walsh (Olivia Baker, matka Hannah w „Trzynaście powodów”).

Zatem mamy znanego twórcę i główną aktorkę oraz masę obcych twarzy, w produkcji, która miała podbić świat. Czy jednak opowiedziana w niej historia jest tak wyjątkowa, że zachwyci miliony? Cóż, historia raczej sztampowa – młoda i niesamowicie ambitna pracownica działu marketingu dostaje niespodziewanie przypadkowy awans. Tak trafia z Chicago do Paryża – nie znając języka i obyczajów miejscowej społeczności. Nowa przełożona jest dla niej surowa, a współpracownicy szydzą z Amerykanki. Dozorczyni kamienicy ciągle się o coś piekli i zdaje się, że jedynie przystojny sąsiad jest jej przychylny. Emily jednak nie poddaje się i próbuje dać z siebie wszystko zarówno na poziomie zawodowym jak i uczuciowym – wszak nie tak łatwo jest utrzymać związek, gdy dzieli was szeroki przestwór oceanu!

czwartek, 15 października 2020

Przylądek wichrów – Agnieszka Krawczyk

 Witajcie!

W końcu przychodzę z recenzją, którą miałam napisać już bardzo dawno temu. Dwutomowa seria Agnieszki Krawczyk była pozycją, którą czytałam w ramach mojego Wakacyjnego Maratonu Czytelniczego „Lato Miłości”. Sięgnęłam po nią, ponieważ zobaczyłam „Lato wśród wydm” u mojej koleżanki, a niedługo później ona i „Róża wiatrów” wpadły w moje ręce, gdy znalazłam je na promocyjnym straganiku.

Z opisu oczekiwałam czegoś podobnego do historii pisanych przez Nicholasa Sparksa. Wakacyjny klimat, ciekawa fabuła i wątek romantyczny w tle. Zapowiadało się wspaniale, w końcu takie właśnie historie lubię czytać. I początkowo, rzeczywiście było całkiem nieźle. Akcja pierwszej części rozpoczyna się dialogiem, co od razu daje czytelnikowi „kopa”, zostajemy dynamicznie wrzuceni w akcję. Od razu jednak rzuca się w oczy problem z ekspozycją. Natłok informacji zalewa nas niczym sztorm. Przekręcamy kartkę, a tam wylewa się na nas cała fala wiadomości, które mogłyby ładnie wybrzmieć w dialogach.

wtorek, 29 września 2020

Wakacyjny Maraton Czytelniczy „Lato Miłości” – podsumowanie

 

Nastał czas pożegnania z wakacjami, więc i Wakacyjny Maraton musiał dobiec końca. Zapraszam zatem na jego podsumowanie!

Na wstępie kilka informacji o samej organizacji. Przyznam szczerze, że pomysł na Maraton zrodził się w mojej głowie dosyć impulsywnie, ale od razu wiedziałam, że chcę to zrobić. Jeszcze tego samego dnia zrobiłam grafiki i ustaliła sobie TBR. Niestety podeszłam do pomysłu zbyt entuzjastycznie i dosyć szybko zderzyłam się z przeszkodami. A najważniejszą z nich była dwudziestoczterogodzinna doba, która za nic nie chciała się wydłużyć. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem w stanie wykonać rzuconego sobie wyzwania.

niedziela, 2 sierpnia 2020

"Idealna chemia" Simone Elkeles // recenzja

Przyznam szczerze, że z twórczością Simone Elkeles nie miałam nigdy wcześniej styczności, więc podchodziłam do „Idealnej chemii” jedynie z opinią Dominiki Lewandowskiej (Instagram | You Tube). Znając jej zdanie spodziewałam się czegoś co chwyci mnie za serce. I z takim podejściem sięgnęłam po lekturę. Książkę postanowiłam wypożyczyć, ponieważ czytałam ją w ramach Damatonu (Facebook) i własnego Wakacyjnego Maratonu Czytelniczego (Instagram), a nie wiedziałam czy historia przypadnie mi do gustu.
Na początku zaznaczę, że jeśli nie możecie znaleźć powieści w bibliotece, to macie szansę zdobyć ją na własność. Mimo, iż książka polską premierę miała już ponad siedem lat temu, nadal można dostać ją w takich księgarniach jak Tania Książka czy Świat Książki. I to w bardzo przystępnych cenach!

Simone Elkeles i Alexander F. Rodriguez na planie trailera książki.
źr.: >kilk<