Wydaje mi się, że od roku osoby
nieznającej Wiedźmina ze świecą szukać. Odkąd pojawił się serial na Netflixie,
wszędzie słychać „Grosza daj Wiedźminowi” w obu wersjach językowych. Mam wrażenie,
że każdy miał z tą postacią styczność – czy to w grach, czy serialach [tak, o
polskim serialu nie zapominam], a może w filmie lub książkach. Dziś skupię się
na dziele należącym do tej ostatniej grupy.
W tym roku, z okazji Maratonów „Magiczny
Październik” oraz „DAMATON”, ponownie sięgnęłam po pierwszy zbiór opowiadań z
uniwersum wiedźmińskiego. Był to powrót po około ośmiu latach. Muszę szczerze
przyznać, że już wtedy książka przypadła mi do gustu. Spodobała mi się do tego
stopnia, że od razu sięgnęłam po drugi zbiór. Niestety, na tym zapał
dwunastoletniej dziewczynki się skończył. Na swoje usprawiedliwienie dodam
tylko, że Wiedźmina nie było w podstawówkowej bibliotece.

